Parafia Bł. Michała Kozala BM w Pruszczu Gdańskim
 
  Niedziele i Święta
7.00
8.30
10.00
11.30 ( dla dzieci)
13.00
18.00
  W święta zniesione
6.30
10.00
18.00
 
  I Piątek Miesiąca 6.30
16.30 (dla dzieci)
18.00
19.00 (dla młodzieży)
 
  W dni powszednie
6.30
18.00
 
  Spowiedz Święta:
Niedziela:
podczas Mszy Św.
Dni powszednie:
20 minut przed
Mszą Św.

Legendy


                 Co  o  tym  sądzić  ?????

 

-  Objawienia Fatimskie rozpoczęły się  13  maja 1917 r

-  Objawienia Fatimskie były każdego  13  dnia miesiąca

-  Zamach na Ojca Świętego Jana Pawła II  był  13  maja

-  Siostra Łucja zmarła  13  lutego

-  Karol Wojtyła został wybrany na Papieża mając  58 lat    (  5+8 = 13  )

-  Pontyfikat  trwał  26 lat  i  5 miesięcy       (  2+6+5 = 13  )

-  czyli  9301  dni        (  9+3+0+1 = 13  )

-  Godzina śmierci  Jana Pawła II  to  21.37      ( 2+1+3+7 = 13  )

-  Data śmierci Papieża  02. 04. 2005 r.   (  2+4+2+5 =  13  )

-  To był  13  tydzień  2005 r.

-  Ojciec  Święty  zmarł  mając 85  lat.       ( 8+5 =  13  )


 

Legenda o powstaniu zegara mariackiego w Gdańsku

 

Gdańszczanie postanowili zamówić zegar astronomiczny tak piękny i doskonały, jakiego nie miało żadne inne miasto. Pracę te zlecili znanemu Toruńskiemu mistrzowi Hansowi Duringerowi, który do miasta przyjechał wraz z synem. Zegar miał zostać oprawiony w liczne ruchome figury i ozdoby. Jedną z nich, podobiznę węża kusiciela, wyrzeźbił syn mistrza.      Ku jego zdziwieniu, wąż przemówił do niego, zakazując przedstawiania swojego wizerunku wiernym ku przestrodze, tak aby stawali się lepszymi. Zagroził zniszczeniem zegara i oślepieniem ojca. Jednak młody artysta nie posłuchał przestrogi. Kiedy uruchomiono zegar, budził on podziw w całej Europie. Wiele miast chciało zaprosić majstra, aby sprawił im podobny.          Zazdrośni Gdańszczanie pojmali i oślepili mistrza, aby nie mógł nigdy wybudować podobnego zegara. Nocą oślepiony mistrz w odwecie popsuł mechanizm zegara i umarł. I tak spełniły się przestrogi złego ducha.

Zegar astronomiczny Hansa Düringera wykonany został w latach 1463-1470. Zegar ten jest jednym z sześciu tego typu urządzeń w Europie.  Jest to nie tylko unikatowy zabytek techniki, ale także prawdziwe dzieło sztuki. Na tarczy zegara umieszczono dane, stanowiące pełne odzwierciedlenie wiedzy chronometrycznej w roku 1470.


II  legenda o zegarze z kościoła Mariackiego

Opowieść o  zegarze astronomicznym  mówi, że zegar ten miał tę magiczną właściwość, iż potrafił odmierzyć dokładną datę i godzinę śmierci osoby, która o to pytała.

Na początku sposób ten znany był tylko duchownym, ale kiedy przestał być tajemnicą, ludzie zaczęli gromadzić się pod zegarem. Wystarczyło podać datę i godzinę urodzin oraz fazę księżyca, a zegar podawał datę śmierci.               Po zaznajomieniu się z przepowiednią jedni odchodzili strapieni, a drudzy radośni. W mieście zapanował potworny rozgardiasz. Przybywały tłumy.

Aby opanować sytuację, władze postanowiły umyślnie zepsuć niesamowity mechanizm. W późniejszych czasach tych, którzy próbowali uruchomić czasomierz, spotykały osobiste tragedie i nieszczęścia.

Historia figury Matki Boskiej, zwanej Piękną Panią w kościele Mariackim

Podanie głosi, że wyrzeźbił ją człowiek skazany niewinnie na śmierć. Zapytany o ostatnią wolę, skazany poprosił o kawałek drewna i o narzędzia do rzeźbienia. Sędzia przychylił się do jego prośby. Skazaniec pomodlił się i zabrał się do dzieła. Wyrzeźbił piękną figurę Maryi, tak że sędziowie zdumieli się. Poszli na naradę i orzekli, że tak pięknej figury nie mógłby wyrzeźbić zbrodniarz. I darowali mu karę śmierci.

Gdańsk: legenda o gałęzi Judasza

Kiedy biskup Gnezjusz powrócił z pielgrzymki do Ziemi Świętej, nieopodal Kościoła św. Jakuba założył dla gdańskich marynarzy cmentarz. Wraz z nim z Palestyny przybył dziwny człowiek, który przywiózł z Jerozolimy gałąź, na której powiesił się Judasz. Osobliwość ową za wszystkie oszczędności odkupił stary gdański szyper. Okazało się, że przyciąga ona wszystko, co złe. Najpierw lazaret i kościół św. Jakuba spalili Husyci, później w odbudowaną świątynie uderzył piorun i wypalił ją. Mnożyły się pasma nieszczęść rodzinnych związanych z aktualnymi posiadaczami przedmiotu. W końcu gałąź, z wygrawerowanym na tabliczce napisem „Przyciąga wszystko, co złe”, zawędrowała do Kościerzyny, która natychmiast podczas najazdu Szwedów doszczętnie spłonęła.

Po potopie gałąź znowu zawitała do Gdańska, po jej pobycie w Kościerzynie pozostało wśród miejscowych przeświadczenie, ze Judasz właśnie tam żywot swój zakończył.

W końcu przez przypadek pewien młodzieniec pracujący przy budowie organów w Kościele św. Brygidy  wystrugał z niej flet. Okazało się, że jego dźwięk przyciąga wszystkie gryzonie. Niestety chłopak nie zdążył nacieszyć się instrumentem, gdyż zmarł na zarazę. Podczas ostatniej wojny, ukryty w bazylice Św. Brygidy flet spłonął, pozostała po nim tylko tabliczka.


 Legenda o powstaniu krucyfiksu z kościoła Mariackiego  w  Gdańsku

Znanego gdańskiego mistrza rzeźbiarskiego opuściła żona, udając się do kochanka do Królewca, a rzeźbiarza pozostawiając z małą córka. Po latach rajcy zlecili mu wykonanie krucyfiksu do Bazyliki Mariackiej. Artysta chciał, aby dzieło było wyjątkowe. Niestety opuściła go wena. Bawiący w mieście żyd powiedział mu: „Ktoś, kto nie widział męki umierającego człowieka na krzyżu, nie potrafi oddać całej prawdy”.

W tym czasie córka artysty zakochała się w młodzieńcu, który przybył z Królewca. Kiedy mistrz zapoznał się z nim, okazało się, że jest to syn jego dawno zbiegłej żony. Podstępem zwabił go do swej pracowni i ukrzyżował, a sam się zabił. Nad ranem córka starego rzeźbiarza przyszła do pracowni, zobaczyła ukrzyżowanego narzeczonego i zwłoki ojca. Na widok tego koszmaru pękło jej serce. Dzieło starego rzeźbiarza okazało się tak realistyczne, iż do dziś porusza swoją wymową i wiernością cierpienia męki krzyżowej.


Legenda o wypędzeniu diabła z Gdańska

Dżuma w Gdańsku zbierała krwawe żniwo. Zrozpaczeni mieszczanie szukali ratunku z różnych stron. Uciekano się do różnych metod, niestety bezskutecznie. Wreszcie postanowiono posłać po znanego Wenecjanina – doktora Damiano, który szczycił się sukcesami w walce z dżumą.

Niezwłocznie zabrał się do pracy, stwierdził, iż winowajcą zarazy jest diabeł, który rozciągnął na niebie dziwną mgłę, która nie przepuszczała słońca. Doktor zalecił, aby w rytm jego zaleceń bito w dzwony Kościoła Mariackiego Miała to być modlitwa dzwonów, wielkich dzwonów. Potrzebny był jednak jeszcze malutki dzwonek z kościoła św. Jana, który musiał być przyniesiony na mariacką wieżę przez kogoś nieskażonego grzechem. Wybrano młodego Chrystiana, który na dany znak miał nim zadzwonić. Musiał najpierw wnieść dzwon na wielką wieżę. Zastąpił mu drogę sam diabeł, który kazał mu wyrzucić dzwonek. Demon porwał chłopca i wystawił na gzyms wieży. Nie przeszkodziło to jednak dzielnemu gdańszczaninowi na dany znak zadzwonić.

Po koncercie dzwonów rozpętała się burza, a po niej skończyła się złowroga dżuma i na niebie rozpostarła się tęcza. Nie doczekał tego jednak dzielny Wenecjanin, który stoczył śmiertelną walkę ze złym duchem.


Legenda o śmierci ojca Michała

Twórcą pięknych organów w Katedrze Oliwskiej  był Jan Wilhelm Wolff z Ornety, późniejszy ojciec Michał z zakonu tamtejszych Cystersów.

Legenda głosi, że pewnego dnia, gdy o. Michał kończył swoje wielkie dzieło, szykował się do odprawienia Mszy św. przy głównym ołtarzu. Współbracia z zakonu postanowili zrobić mu niespodziankę i zagrali na nowym instrumencie. O. Michał, który stał już przy ołtarzu, osłupiał, bowiem jeszcze nigdy nie słyszał dźwięku swoich organów z prezbiterium. Dźwięk ten był tak potężny i piękny, że ze wzruszenia pękło mu serce. Tak zginął genialny twórca.

© 2005-2007 Katolicka Agencja Informacyjna.



 

 
 
 
  webmaster:
Ks. Proboszcz J.Pobłocki